My English Success Book, czyli o perfekcjonizmie polskim

Pozwólcie, że zacznę od pewnej sytuacji, która przydarzyła mi się trzy lata temu. Mąż mojej przyjaciółki ze studiów, Brytyjczyk, ojciec dwójki chłopców, 5 i 3 lata, zadał mi pytanie.

– Hania, a twoja córka w ilu językach potrafi już rozmawiać?

– Michael, o co ty pytasz? Przecież ona ma dopiero 4 lata!

– Mój syn ma 5 lat i potrafi rozmawiać w czterech językach.

– Michael, proszę cię. Nie żartuj.

– Nie żartuję. Potrafi powiedzieć „Good morning”, „Guten Tag”, „Bonjour” i „Dzień dobry”!

Może dodam jeszcze, że był mówiąc to śmiertelnie poważny i przepełniony ojcowską dumą. Nikt patrząc na niego nie miałby wątpliwości, że tak jest. Jego pięcioletni syn ZNA 4 języki.

Znasz angielski? Jeszcze nie…

A Polak? Polak uczący się języka obcego liczy…”umiem już teraźniejszy, przeszły simple, perfect też, znam pierwszy tryb warunkowy, drugi też… o nie! nie znam trzeciego! Nie znam angielskiego!”

Ile razy słyszę od potencjalnych słuchaczy, kiedy diagnozuję ich poziom języka angielskiego: „nieeee, ja to słabo umiem, słabo mówię…”. A potem otwierają usta i mówią płynnie, składnie, na temat, aż miło słuchać. Ba! Jak pochwalę, powiem co świetnie działa to mi nie wierzą! Ale jak przejdę do części nad czym trzeba popracować – wierzą mi bez mrugnięcia okiem.

Sama siebie pytam czy to perfekcjonizm? Czy może wysokie wymagania, które sami sobie stawiamy? Wysoko zawieszona poprzeczka, a może przesadny krytycyzm?

W gruncie rzeczy, niby dobrze, że człowiek jest ambitny i stawia sobie cele wielkie i szczytne. Jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to ciągłe przekonanie, że jesteśmy nie dość dobrzy w mówieniu w języku obcym raczej nam przeszkadza niż pomaga.

Pokornie i powoli

Spójrz na to spokojnie i z pokorą. Po pierwsze uczymy się nowego języka, nowego zestawu znaczeń, dźwięków. Uczymy się tego jak dzieci języka ojczystego, przechodzimy przez te same procesy tworzenia zdań, struktur, powtarzamy, żeby zapamiętać, ćwiczymy w nieskończoność, żeby ujrzeć lub usłyszeć efekt. Oczywiście nasz aparat mowy jest już rozwinięty, a także możemy już świadomie i dorośle ten proces przyspieszyć. Jednak i tak czasu nie da się oszukać – jest naszym sprzymierzeńcem w procesie uczenia się. Im więcej czasu upłynie nam na nauce, tym większa skuteczność.

Po drugie pokora, to bardzo ładna cecha w uczeniu się … czegokolwiek, tak mi się wydaje. Nie możemy od razu wymagać od siebie, że po kilku miesiącach nauki będziemy rozmawiać o konfliktach na świecie, gospodarce i równie poważnych tematach. Zacznijmy od żłobka, przejdźmy przez przedszkole, szkołę, a potem zacznijmy w naszym języku obcym dorastać do poważniejszych tematów.

Może wyjaśnię na przykładzie z moich zajęć.

Poziom: absolutnie początkujący, po kilku tygodniach intensywnej nauki.

Kiedy struktura zdania już ładnie się układa w mowie i słyszę, że zdania na najprostsze tematy w moich podręcznikach automatycznie wypadają z ust uczącego się, poprawnie i bez większego zastanawiania się, pozwalam sobie bezpiecznie podnieść poziom trudności zadając pozornie niewinne pytanie „dlaczego?”.

Często pierwszą reakcją jest oburzenie, bo jak to!? nie umiem jeszcze AŻ TAK mówić po angielsku.

Aż tak – to jak? Czy naprawdę na pytanie „dlaczego lubisz podróże?” trzeba odpowiedzieć bardzo wyrafinowanie, na przykład „ponieważ mogę poznawać inne obyczaje, kultury i zwiedzać ciekawe miejsca”?

A może pogódźmy się pokornie z tym, że na razie jeszcze brzmimy jak przedszkolak w języku angielskim i odpowiednim dla tego poziomu uzasadnieniem będzie „bo są interesujące”.

Pokora dobra rzecz, mówię wam. Jeśli będziemy się natężać i szukać słów oraz struktur, których nie znamy, których na tym poziomie nawet nie potrafimy użyć, to poczucie porażki gwarantowane. A to uczucie akurat jest nam zupełnie niepotrzebne.

Bo to SUKCES jest największym motywatorem, prawda?

Zatem doceń się sam

Kiedy chwalę słuchaczy, nie do końca mi wierzą. Mówię „świetnie Ci poszło!” „to było dobre!” – a oni z niedowierzaniem patrzą, czy nie żartuję.

Kiedyś zadano mi pytanie dlaczego chwalę. Bo, przede wszystkim, nauka języka obcego to ciężka robota. Gdyby tak nie było, wszyscy śmigalibyśmy płynnie w pięciu językach obcych co najmniej. Co więcej, sama tam byłam, kiedyś, na początku drogi i wiem jaka to ciężka praca, jak wiele zapału i wytrwałości, a o pracy już nie wspomnę, kosztuje każde pół poziomu, każdy element budowania mówienia. A więc za każde pół kroku do przodu należy się Wam moje „brawo!” 🙂

A może sami byście tak sobie pogratulowali, co? Czas spojrzeć na siebie mniej krytycznie. Doceńcie ile postępów już za Wami, ile pracy włożonej, kolejne kilka słów, kolejny temat omówiony? Może warto zrobić sobie listę? Załóżcie zeszyt w którym zmierzycie swój postęp. MY ENGLISH SUCCESS NOTEBOOK. I notujcie codziennie, czego nowego się nauczyliście, co nowego odkryliście, zrobiliście, dokonaliście w kategoriach: słówka, frazy, gramatyka, czytanie, pisanie, słuchanie, mówienie, tematy, zagadnienia, media, korespondencja… Jakie tylko sobie wymyślicie. Ale każdy, nawet najmniejszy sukces jest wart odnotowania. Szybko zobaczycie jak zapełniają się strony, strona po stronie, dziesiątki stron.

Obejrzałem/am…

Zrozumiałem/am…

Zapamiętałem/am…

Słuchałem/am…

Napisałem/am…

Dogadałem/am się…

To do dzieła. Zaczynamy siebie doceniać od dziś 🙂

success notebook

© 2017 Hanna Wąż, Trener Mówienia,

http://www.trenermowienia.comhttp://www.facebook.com/trenermowienia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s