Łyljam czy William? Rzecz o 40 kanałach

„Dlaczego w głowie po angielsku mówię niczym William Shakespeare, a jak już otwieram usta to jestem już tylko Łyljamem Szekspirem?… to taka refleksja po rozmowie on-line, którą odbyłem przed chwilą z partnerami z projektu, przy którym pracuję…”
To wiadomość, którą otrzymałam wczoraj od jednego z moich słuchaczy. Piotr to bardzo zdolny młody człowiek, posługuje się językiem angielskim w mowie swobodnie na poziomie średniozaawansowanym. Można by pomyśleć, że w przypadku takiego stopnia zaawansowania nie powinien już odczuwać dyskomfortu, kiedy mówi w języku angielskim.

Dlaczego tylko Łyljam?

To znowu mózg

Okazuje się, że to nie w znajomości języka tkwi problem, bo ona się nie zmienia. Sprawcą tego zmieszania jest nasz mózg. Przyjrzyjmy się jak nasz mózg pracuje, kiedy mówimy tylko do siebie, a jak sytuacja się zmienia, kiedy przychodzi nam mówić w obecności innych osób.

Zróbmy ćwiczenie.
Nie ruszaj się teraz. Skup się na tym co odczuwasz.
Czujesz dotyk krzesła, na którym siedzisz?
Czujesz dotyk ubrania na swoim ciele?
Czujesz dotyk butów na stopach?
Teraz tak, prawda? Kiedy się skupisz, kierujesz swoją uwagę na inne bodźce, które Twoje ciało odczuwa, a których istnienia wcale sobie nie uświadamiałeś, dopóki się na nich nie skupiłeś.
Układ nerwowy bezustannie odbiera bodźce z całego naszego ciała. W każdej jego części zbiera informacje o tym, co się dzieje z nami. Naukowcy szacują, że ludzkie ciało w ciągu 1 sekundy wysyła do mózgu aż 11 milionów takich bodźców na sekundę[1].
 
40 słomek
Fakty są takie, mózg nie jest w stanie kontrolować wszystkiego, co się dzieje wokół, ponieważ doprowadziłoby to do przeciążenia.[2] Z 11 milionów doznań do naszej świadomości dociera jedynie … 40. [3]

Aby zrozumieć co się dzieje bardziej obrazowo, przeprowadźmy pewną wizualizację. Wyobraź sobie teraz, że weźmiemy w dłoń słomki do napojów i ułożymy je wszystkie obok siebie. Dokładnie 40 sztuk, rurka obok rurki. Wyobraź sobie teraz, że przez każdą słomkę możemy przepuścić tylko jedną informację na raz. Te czterdzieści wąskich kanalików to tyle, ile możliwości mamy. Czterdzieści pojedynczych informacji na sekundę. Nie więcej.

W kapciach przed kominkiem…

I tu tkwi klucz do tego co się z nami dzieje, kiedy jesteśmy skonfrontowani z koniecznością mówienia po angielsku w sytuacji innej, niż sami ze sobą.

Wyobraź sobie teraz, że siedzisz w swoim ulubionym fotelu, w pustym mieszkaniu, z filiżanką ulubionej kawy i przygotowujesz się do prezentacji biznesowej, rozmowy z klientem, czy równie ważnego spotkania w języku obcym. Jesteś zrelaksowany, poziom stresu równy niemal zeru, wiesz o czym i jak chcesz to powiedzieć. Wszystkie 40 kanałów jest w Twoim władaniu. Możesz błyskotliwie ujmować swoje myśli, spostrzeżenia, wyszukiwać najsmaczniejsze kąski językowe, tak by brzmieć imponująco i kompetentnie. Prawie jak sam William Shakespeare.

Na spotkaniu biznesowym

Nadchodzi dzień spotkania, na które się przygotowywałeś. Idziesz na nie z przećwiczoną prezentacją i okazuje się, że pojawiają się nowe bodźce, które musisz kontrolować. To może być stres związany z występowaniem publicznie. A może wystarczy już jedna osoba przysłuchująca się Twojej wypowiedzi i patrząca na ciebie? Sala konferencyjna to też nie Twój ulubiony fotel. Zasycha ci w ustach? Projektor nie działa?

Wyobraź sobie jakie w tej sytuacji masz możliwości zawładnięcia swoimi 40 kanałami kontroli. Ile z nich zajmie opanowanie drżenia głosu? Ile przypomnienie sobie o czym miałeś mówić? Ile stres związany z kilkudziesięcioma parami oczu wpatrzonymi w Ciebie?
Jak się nad tym zastanowisz, to w zasadzie niewiele z tych cienkich rurek przepuszczających informacje świadomie do Twojego mózgu masz do dyspozycji, by zabłysnąć w swojej mowie. Automatycznie skurczy się zasób słów i struktur w języku obcym, którego używasz,
i już nie uda się Tobie brzmieć tak wspaniale jak na fotelu. Za dużo rzeczy rozprasza twoją uwagę. Za dużo słomek jest zajętych panowaniem nad sobą czy sytuacją.

Tak samo dzieje się, kiedy idziemy na rozmowę kwalifikacyjną, na lekcję, na spotkanie, na randkę. Miałeś lub miałaś brzmieć świetnie, ale jakoś nic nam nie wychodzi tak jak zaplanowałeś lub zaplanowałaś

Kontroluj swoje słomki

Jednak to w zasadzie jest dobra wiadomość. Oznacza to, że możemy spróbować zapanować nad tym procesem. Jeżeli masz świadomość, że każde zakłócenie odbiera ci kontrolę nad kolejną słomką, a skupienie na właściwych bodźcach przywraca Ci władzę nad nimi, to można przynajmniej spróbować zapanować nad tym. Nie odzyskamy elokwencji z poziomu wygodnego fotela w salonie w mgnieniu oka, ale możemy świadomie nad tym pracować.

 


[1] http://www.psychiatria.pl/wiadomosc/mozg-w-ciemnosci/13986
[2] Sylwia Bas, „Neuroekonomia a mózg konsumenta”, Uniwersytet Szczeciński, Współczesne Problemy Ekonomiczne nr 11 (2015), Zeszyty Naukowe nr 858
[3] https://wszystkoconajwazniejsze.pl/joe-vitale-od-zera/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s